
Panorama do szopki w kościele Ojców Bernardynów w Hrubieszowie została namalowana przez Leonida Kaczkowskiego z Połonnego (Ukraina) – absolwenta lwowskiej Akademii Sztuk Pięknych, który jest także autorem panoramy do Grobu Bożego w naszym kościele. Artysta wykonał dzieło w 2003 r. na płótnie o wymiarach 6x6 m. Prace rozpoczął z końcem października a ukończył na dzień przed wigilią. Malowidło przedstawia panoramę Hrubieszowa na której znalazły się wszystkie świątynie miasta, budynek Muzeum im. ks. Stanisława Staszica, pomnik ks. Stanisława Staszica oraz dom rodzinny prof. Wiktora Zina. Prof. Zin wystosował do klasztoru list z podziękowaniem za umieszczenie na panoramie jego rodzinnego domu.
W 2008 roku szopka wzbogaciła się o nowy element – a mianowicie o figurkę Dzieciątka Jezus, która została sprowadzona z Betlejem.
JAK ŚW. FRANCISZEK Z ASYŻU URZĄDZIŁ PIERWSZĄ W DZIEJACH SZOPKĘ
Święta Bożego Narodzenia ukazują podstawową prawdę chrześcijańską, że Bóg stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. W Sanktuarium w Hrubieszowie do obchodów świątecznych na trwałe wpisała się urządzana tam co roku szopka, która nawiązuje swoim charakterem do tej z klasztoru Franciszkanów w Greccio, we Włoszech. Tam w 1223 r. św. Franciszek z Asyżu urządził ją po raz pierwszy w dziejach Kościoła katolickiego. Zakonodawca ten znany jest jako wielki czciciel i naśladowca Chrystusa. Kochał Go i adorował nie tylko jako ukrzyżowanego Zbawiciela, ale także jako bezbronną Dziecinę. Pragnął, by wierni mogli sobie uzmysłowić ubóstwo, w jakim rozpoczęło się życie Jezusa i aby jeszcze bardziej Go za to pokochali.
Tradycja budowania szopki bożonarodzeniowej zapoczątkowana w Greccio przez Biedaczynę z Asyżu kontynuowana jest przez Jego synów duchowych – ojców bernardynów – w sanktuarium hrubieszowskim. W szopce tej zobaczyć można w tym roku elementy ruchome i statyczne. Panorama, stanowiąca tło szopki, ma wymiary 6 m x 6 m. Figurka Dzieciątka Jezus została przywieziona z Betlejem. Każdego roku kompozycja jest nieco inna. Dodaje się bowiem systematycznie nowe elementy i postaci.
Początki zaś Greccio, gdzie po raz pierwszy pojawiła się szopka, sięgają średniowiecza. Miejscowość leży na zboczu góry, na wysokości 750 m n.p.m. i liczy około 1500 mieszkańców. Klasztor franciszkański, otoczony dębowym lasem, usytuowany jest nieco ponad dwa kilometry od wsi. Miejsce to było bliskie Franciszkowi, ponieważ uważał je za „bogate ubóstwem”. Miłował tę okolicę również dlatego, że, jak sam często powtarzał: „W żadnym wielkim mieście nie wiedziałem tylu nawróceń, jak w tym małym Greccio”. Gdy bracia wieczorem śpiewali Panu, mieszkańcy zamku wychodzili i przyłączali się do nich. Tam miało miejsce w 1223 r. pamiętne świętowanie przez Franciszka Bożego Narodzenia.
Jak ono przebiegało, mówi oryginalny opis tego wydarzenia, zamieszczony przez brata Tomasza z Celano w Życiorysie pierwszym (Vita I) św. Franciszka z Asyżu:
Rozdział XXX
Żłóbek, jaki urządził [św. Franciszek] w dzień Narodzenia Pańskiego [w Greccio]
84. Jego [Franciszka] największym zamiarem, głównym pragnieniem i najszczytniejszym postanowieniem było zachowanie we wszystkich i poprzez wszystko świętej Ewangelii oraz doskonałe naśladowanie nauki i postępowania Pana naszego Jezusa Chrystusa, z całą pilnością, całym staraniem, z całym pragnieniem ducha, z całym żarem serca. W pilnej medytacji rozważał Jego słowa i oddawał się mądremu rozpatrywaniu Jego czynów. Przede wszystkim tkwiła mu w pamięci pokora zawarta we wcieleniu i miłość ujawniona w męce, tak, że ledwie mógł o czym innym myśleć.
Dlatego należy wzmiankować i ze czcią wspomnieć to, co uczynił w dzień narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa, na trzy lata przed dniem swojej chwalebnej śmierci, w kasztelu zwanym Greccio. Był na owym terenie mąż imieniem Jan, dobrej sławy, a jeszcze lepszego życia, którego święty Franciszek kochał szczególną miłością, ponieważ, mimo że w swojej ziemi był on szlachcicem i człowiekiem bardzo poważnym, jednak gardził szlachectwem cielesnym, natomiast szedł za szlachectwem ducha. Jego to właśnie, prawie na piętnaście dni przed narodzeniem Pańskim, święty Franciszek poprosił do siebie, jak to często zwykł czynić, i rzekł doń: „Jeśli chcesz, żebyśmy w Greccio obchodzili święta Pańskie, pośpiesz się i pilnie przygotuj wszystko, co ci powiem. Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony w żłobie i jak złożony na sianie w towarzystwie wolu i osła.” Co usłyszawszy ów dobry i wierny mąż, szybko pobiegł przy gotować we wspomnianym miejscu wszystko, co Święty powiedział.
85. Nastał dzień radości, nadszedł czas wesela. Z wielu miejscowości zwołano braci. Mężczyźni i kobiety z owej krainy, pełni rozradowania, według swej możności przygotowali świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, co promienistą gwiazdą oświeciła niegdyś wszystkie dnie i lata. Wreszcie przybył święty Boży i znalazłszy wszystko przygotowane, ujrzał i ucieszył się. Mianowicie nagotowano żłóbek, przyniesiono siano, przyprowadzono wolu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono ubóstwo, podkreślono pokorę, i tak Greccio stało się jakby nowym Betlejem. Noc stała się widna jak dzień, rozkoszna dla ludzi i zwierząt. Przybyły rzesze ludzi, ciesząc się w nowy sposób z nowej tajemnicy. Głosy rozchodziły się po lesie, a skały odpowiadały echem na radosne okrzyki. Bracia śpieszyli, oddając Panu należne chwalby, a cała noc rozbrzmiewała okrzykami wesela. Święty Boży stał przed żłóbkiem, pełen westchnień, przejęty czcią i ogarnięty przedziwną radością. Ponad żłóbkiem kapłan odprawiał uroczystą Mszę świętą, doznając nowej pociechy.
86. Święty Boży ubiera się w szaty diakońskie, był bowiem diakonem, i donośnym głosem śpiewa świętą Ewangelię. A jego głos mocny i słodki, głos jasny i dźwięczny, wszystkich zaprasza do najwyższych nagród. Potem głosi kazanie do stojącego wokół ludu, słodko przemawiając o narodzeniu ubogiego Króla i małym miasteczku Betlejem. Często też, gdy chciał nazwać Chrystusa „Jezusem,” z powodu bardzo wielkiej miłości zwał Go „dziecięciem z Betlejem” i jak becząca owca wymawiał słowo „Betlejem,” napełniając całe swe usta głosem, a jeszcze bardziej słodkim uczuciem. Również, gdy wzywał „dziecięcia z Betlejem” lub „Jezusa,” zdawał się oblizywać wargi językiem, na podniebieniu smakując i połykając słodycz tego słowa.
Tamże Wszechmogący rozmnożył swe dary, a pewien cnotliwy mąż miał dziwne widzenie. Widział w żłóbku leżące dzieciątko, bez życia, ale kiedy święty Boży zbliżył się doń, ono jakby ożyło i zbudziło się ze snu. To widzenie nie jest nieodpowiednie, gdyż w wielu sercach dziecię Jezusa zostało zapomniane. Dopiero Jego łaska, za pośrednictwem sługi świętego Franciszka sprawiła, że zostało w nich wskrzeszone i wyrażone w kochającej pamięci. Wreszcie zakończył się uroczysty obchód i każdy z radością powrócił do siebie.
87. Siano złożone w żłobie zachowano w tym celu, aby poprzez nie Pan uzdrawiał bydło i zwierzęta i tak pomnażał swoje święte miłosierdzie. Naprawdę tak się stało, że wiele chorych zwierząt w pobliskiej okolicy, po zjedzeniu trochę z tego siana, zostało uleczonych ze swych dolegliwości. A nawet kobiety, cierpiące na ciężki i długi poród, po położeniu na nie nieco tego siana, szczęśliwie rodziły. A także osoby obojga płci, uciekający się po ratunek w swoich różnych uciskach, uzyskiwali tam upragnione zdrowie (por. 3 C 19).
Wreszcie miejsce żłóbka przeznaczono na świątynię Panu, a ku czci świętego ojca Franciszka nad żłóbkiem zbudowano ołtarz i poświęcono kościół, aby tam, gdzie kiedyś zwierzęta jadły paszę z siana, teraz ludzie ku zdrowiu duszy i ciała pożywali Ciało niepokalanego i nieskalanego baranka Jezusa Chrystusa Pana naszego, który z wielkiej i niewymownej miłości dał nam siebie samego. On, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje, Bóg wiekuiście chwalebny, poprzez wszystkie wieki wieków. Amen. Alleluja, Alleluja.
